Loading

Matrix wszystkożernych rodziców cz.1

Od wielu lat przyjaźnię się z pewnym świetnym i bardzo inteligentnym, ale również mocno zaborczym facetem. Wiele wspólnie przeżyliśmy, morze wódki razem wypiliśmy, a w międzyczasie sprzeczaliśmy się zażarcie niezliczoną ilość razy. Zazwyczaj nasze dyskusje kończyły się przyjacielskim złożeniem broni lub niegroźnym kilkudniowym fochem, przeważnie jednak nie były to poważne sytuacje. Żarty się skończyły, kiedy to mój przyjaciel został świeżo upieczonym ojcem ślicznej dziewczynki i na tapecie pojawił się zupełnie nowy temat – nasze sposoby na wychowywanie dzieci…

 

– Słyszałem, że kupiłaś młodej pod choinkę książeczkę o Tosi i tym kudełku, czy jak mu tam.

Nooo, tak – odpowiedziałam z dumą, jako iż to mój kolejny krok w świadomym wychowywaniu córki.

A TY TO W OGÓLE CZYTAŁAŚ? Ty wiesz co tam jest?

– Co takiego?! – o jeżu, czyżbym nie zauważyła jakichś erotycznych relacji między Tosią i Panem Kudełko???

Oni tam piszą o rzeźni! Że te zwierzęta trafiają do rzeźni i stąd się bierze mięso! I że krowy w ciąży! I że im zabierają cielaczki! No, patologia!

– … – tutaj zaniemówiłam i zaliczyłam chwilowy reset mózgu, bo tak właściwie nie rozumiałam o co się rozchodzi.

– Przecież to jest dramat, takie rzeczy dziecku opowiadać! Weź Ty wyrzuć te książki w piz… (wyrzuć je daleko – przypis autora)

 

Ogarnęła mnie głęboka konsternacja. Czy lepiej wytłumaczyć swój punkt widzenia, czy jednak w ciszy przytakiwać i nie wywoływać III wojny światowej… Po szybkim przeanalizowaniu możliwych konsekwencji swoich wyborów postanowiłam zdroworozsądkowo zmienić temat. Głównie ze względu na fakt, że cenię naszą znajomość, a kolega raczej szanuje moje odstępstwo od ogólnie postrzeganej normy żywienia i nawet czasami z tego powodu powstrzymuje się od soczystych kpin.

 

Niestety przekierowanie rozmowy było tylko krótkotrwałym odroczeniem wiszącej już nade mną chmury gradowej. Temat powrócił i to ze zdwojoną siłą. Atak był mocny i głęboko uderzył w moje poczucie własnej wartości jako matki.

 

A Ty się w ogóle zastanawiałaś co będzie, jak młoda kiedyś będzie chciała spróbować mięsa?! Co wtedy zrobisz? – zapytał na zakończenie pouczającego monologu.

 

Oczywiście, że się zastanawiałam… Decydując się na wychowywanie dziecka, dodatkowo w sposób różniący się od tego praktykowanego przez większość społeczeństwa, trzeba mieć jakiś przynajmniej średnio ogarnięty plan. Ale to jest temat na osobny artykuł i stanowczo zbyt długa kwestia do omawiania z coraz bardziej oburzonym rozmówcą. W końcu nie wytrzymałam i sięgnęłam spontanicznie po broń mocnego rażenia…

 

-A Ty się w ogóle zastanawiałeś co będzie, jak Twoja córka kiedyś będzie chciała uprawiać seks?

 

No i po ptakach.

 

Wydawało mi się, że taka odpowiedź jest najlepszym możliwym odpowiednikiem dla problemu, z którym musi się kiedyś zmierzyć rodzic, ale jednak woli odłożyć to na bliżej nieokreśloną przyszłość.

 

Kolega całkiem znieruchomiał. Po chwili odszedł ode mnie bez słowa. Myślę, że za jakiś czas wybaczy mi ten haniebny czyn, póki co jednak pozostawił mnie z prześladującą i całkiem ogłupiającą myślą.

 

Czy to jest jakaś współczesna wersja Matrixa?

 

I teraz mamy dwie opcje:

 

  1. Czytelnik kiwa głową ze zrozumieniem i możemy się wspólnie zastanowić nad tym tematem w kolejnej części artykułu.

 

  1. Czytelnik przyznaje rację mojemu znajomemu i zastanawia się, co tak właściwie ma w głowie autorka. W takim przypadku nie pozostaje nic innego, jak zapoznać się z kolejną częścią tekstu i poznać odpowiedź na to tajemnicze zagadnienie.

 

Tak czy inaczej zapraszam na kontynuację już niebawem.

 

Dziękuję za uwagę 🙂

  • Monika von Engel

    Zauważyłam, że moi znajomi i rodzina, którzy mają dzieci nie zastanawiają się, czy żyją w matrixie, czy nie. Nie dostrzegają tego. Widzą nas, słuchają, co mówimy i nie widzę głębszych przemyśleń. Wiedzą czym jest weganizm, czy wegetarianizm i tyle. Głaszczą nasze pieski, mówią, że „onie bez mięsa nie mogą” i idą dalej. Tak jakby fakt, że świnia, czy krowa odczuwa ból i są takimi samymi ssakami (pod wieloma względami), jak kot, czy pies – nie dociera do nich. Element wyparcia tu bardzo mocno działa.

  • I tego się boję, jak będę już mieć dzieci… 🙁

  • Psh

    Takie okropności, że dziecka o tym nie poinformują, a fundują je niewinnym stworzeniom i chcą żeby ich dzieci to kontynuowały 😀 Że też im się mózg nie grzeje przy tym paradoksie.

  • Pingback: Matrix wszystkożernych rodziców cz.2 - evege()

X

Zapisz się do newslettera !

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 
Chrup, chrup. Uwielbiamy ciasteczka <3 na naszej stronie są używane pliki cookies :)