Loading

No i po co ci ten weganizm?

 

       No i po co ci ten weganizm?

  Bardzo dobre pytanie, z którym spotkał się każdy z nas. Czy to odnośnie weganizmu, czy wegetarianizmu. Słyszymy i czytamy je nie tylko od rodziny, przyjaciół lub nieprzyjaciół i innych osób trzecich, ale niejednokrotnie również zadajemy je sobie sami. I nie oszukuj, że nie. Ciężko mi uwierzyć w to, że nigdy nie miałeś/miałaś chwili zwątpienia – i nawet niekoniecznie na samym początku. No cóż, ja się do swoich chwil zwątpienia przyznaję bez bicia. A kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci porem… 🙂

  Jako wegetarianka miałam wątpliwości zdecydowanie rzadziej, ponieważ ten tryb życia zaczęłam w zasadzie jako dziecko. Nie w imię jakiejś wielkiej idei, nie ze względu na zwierzęta, nie przez zdrowie, tylko „bo tak”. Bo rodzina, z którą mieszkałam w bliźniaku była wege. Więc też chciałam, może po to, żeby się popisać. Pewnie dlatego było mi łatwiej oswoić się z brakiem mięsa: jadłam je krótko, niespecjalnie lubiłam, także żadna strata. Ludzie też o nic nie pytali, no bo to w końcu dziecko, ma swoje widzimisię, no przecież jej przejdzie. Nie przeszło, lata mijały, przyzwyczaiłam się i oni też. Nie musiałam pytać sama siebie po co mi to, bo nie czułam się w żaden sposób ograniczana. Burgery kupowałam bez mięsa, kebaby z samych sałatek i tak dalej, i tak dalej. Taka opcja smakowała mi zdecydowanie bardziej.

  Kiedy jednak nadszedł ten moment, w którym poznałam Swoją Kobietę i zaszczepiła Ona we mnie troskę o zwierzęta (w moim domu w zasadzie ich nie było, więc i zainteresowanie tym tematem żadne), nastąpił znany nam wszystkim przełom. Nagle to co robię okazało się dla kogoś ważne. Miało sens większy od „nigdy nie jadłam mięsa”. Ona zaraziła mnie empatią do istot, które zawsze były mi obojętne, a ja Ją, poniekąd, tematem wegetarianizmu. Razem, krok po kroku, poznawałyśmy prawdę dotyczącą produkcji mięsa. A co za tym idzie przemysłu mleczarskiego. Zaczęło się.

  Ci, którzy przeczytali poprzednie moje teksty wiedzą co nieco na temat naszych Trudnych Początków związanych z odrzuceniem nabiału. Że chwili zwątpienia było wiele. Bo to w końcu co innego nie lubić mięsa, więc go nie jeść, a co innego porzucić składniki, które otaczają nas ze wszystkich stron. Zorientować się, że nawet pierwsze lepsze ciastka z Biedronki mają związek z tym światem cierpienia, który tak nas przeraził i poruszył.

  Dopiero wówczas pojawiły się prawdziwe pytania. Wegetarianizm to temat, który osobom trzecim, czy po prostu nieuświadomionym, jest zdecydowanie łatwiej przełknąć. Ok, nie jesz mięsa, bo szkoda ci zwierzątek. Niegroźne wariactwo. Ale żeby czekolady nie jeść, bo krowa? Przecież to nie ma sensu. ONA I TAK DAJE MLEKO. Kura I TAK ZNOSI JAJKA. Mleko w proszku to nie mleko. Że już nie wspomnę o czerwonych robaczkach, miodzie i reszcie, które innym osobom, i nam ‘w tym poprzednim życiu”, wydają się całkowicie absurdalne.

  „Świata nie zmienisz” – przypuszczam, że wszyscy słyszeliśmy to nie raz. I, jak wspominałam, może wy tak samo jak ja, w chwilach walki z cholernymi naleśnikami, mówiliście to sobie sami. Na szczęście okazuje się, że owszem, zmienisz. Że twoje kręcenie nosem na serwatkę z mleka i 0,01% jajek znajdujące się w składzie biszkoptów zmienia wiele. Że nagle otwierają się wegańskie knajpy, że na portalach internetowych wręcz roi się od „roślinnych wydarzeń”, a w programach telewizyjnych pokazują realia dotyczące jakiejś ubojni.  Kolejny market wypuszcza wegetariańskie czy wegańskie produkty, a firmy znane z produkcji mięsnych przetworów zaczynają reklamować się hummusem.

  Nie bądźmy skromni. Przybijmy sobie „wysoką piątkę” i powiedzmy z szerokim, dumnym uśmiechem: to dzięki nam. Mi, tobie, jej, jemu, tej organizacji i tamtemu aktywiście. Przecież nikt nie zrobił tego za nas. Media nie zorientowały się same z siebie, że wege istnieje. Znani projektanci nie zaczęli rezygnować z naturalnych futer z powodów finansowych czy braku żywego towaru, a przedłużająca się z dnia na dzień lista nietestowanych na zwierzętach produktów nie ma związku z żadną ustawą. Przynajmniej nie w Polsce.

  I za każdym razem, kiedy kolejny bezjajeczny naleśnik ląduje w śmietniku, gdy znowu zastanawiam się skąd wezmę pieniądze na wegański żel do mycia ciała, po prostu myślę o tym cholernym hummusie sprzedawanym przez firmę, która z wegetarianizmem nie ma nic wspólnego. Przypominam sobie, że grupa nie jest w stanie istnieć bez jednostek,  petycja nie przyniesie skutku, gdy nie podpisze jej ta jedna, konkretna osoba. Bo jest nią każde nazwisko tworzące razem dziesięć, sto, tysiąc czy milion podpisów.

Gdy więc po raz bilionowy słyszysz to irytujące pytanie pod tytułem „NO I PO CO CI TO?”, po prostu wzrusz ramionami i odpowiedz: bo beze mnie to wszystko nie ma sensu. Nie tłumacz na siłę. Najprawdopodobniej i tak gówno go/ją to obchodzi.

A jeśli nie masz już siły znów tłumaczyć tego samego, podeślij jej/jemu ten tekst. Mamie, tacie, babci, chłopakowi, koleżance.

 

I nie przejmuj się tymi nieszczęsnymi naleśnikami. Niedługo odpowiem Ci na pytanie co zrobić, żeby nie lądowały w śmietniku!

X

Zapisz się do newslettera !

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 
Chrup, chrup. Uwielbiamy ciasteczka <3 na naszej stronie są używane pliki cookies :)