Loading

Weganizm – nie dla wszystkich?

 

Internet.

Rok 2016.

Wyszukiwane hasło: weganizm.

Wyniki:

  • blog kulinarny – dziesiątki blogów kulinarnych
  • setki kont na Instagramie
  • sklepy internetowe
  • strony o zdrowiu
  • grupy na Facebooku

I oczywiście tysiące memów pod tytułem „Dzisiaj wege – jutro homo hehehehe”, ale tę kwestię pomińmy.

Tak czy inaczej, miałam tę niewątpliwą przyjemność rozpoczynania swojej przygody z weganizmem właśnie w tych czasach, gdy populacja roślinożerców stała się na tyle liczna, by dowcipy na ich temat przyćmiły te o blondynkach, a liczba hejtu dumnie goniła internetową zawiść do homoseksualistów. Dzięki temu też, nie musiałam się specjalnie gimnastykować by dowiedzieć się, jak zbilansować swoją dietę, upewnić, że od spożywania soi wcale nie rosną mężczyznom piersi, ser nie musi kojarzyć się tylko z krową, i nie umrę na anemię w ciągu dwóch godzin od wyrzucenia jajek ze swojego menu. Wszystkie informacje mamy podane na tacy, a pomysły na obiad wymyślają za nas inni.

Jestem typem osoby, która najpierw lubi zapoznać się z teorią, a dopiero potem zabierać za praktykę. Zanim więc wzięłam się do garów, przeczytałam dziesiątki artykułów, zaspamowałam sobie Facebooka dołączając do jednej grupy za drugą, pobrałam prawdopodobnie wszystkie istniejące materiały na temat tego jak jeść, żeby nie umrzeć w ciągu sekundy, a potem, oczywiście, zaczęłam robić listę zakupów. Spokojnie można by ją nazwać „Kinderwegan-Starter Pack” – zapisywałam te produkty, które najczęściej spotykałam w wegańskich przepisach.

I tutaj zaczęła się zabawa. Brnęłam i brnęłam w produkty rodzaju agaru, nierafinowanych olejów kokosowych, płatków drożdżowych, quinoa, amarantusu, hummusu, tempehu, bulgurów, tahini, seithanu, czy dania takie jak tofucznica, jagielnik, falafele czy inne falafle. Aż w końcu seria „Ody Do Fasoli”: kotlety, pieczenie, ciasta, lody, pasty, smalec… Z każdą nazwą konsternacja rosła, na szczęście pozostały we mnie resztki zapału. Przynajmniej dopóki nie odwiedziłam pierwszego lepszego „ekoweganbiozdrowegoblablabla” sklepu. Mleka za jedyne 12zł za litr. Sery od 60 zł za kilogram. Nieszczęsny olej kokosowy – 20-40 zł. Co to dla mnie, wówczas szczęśliwej bezrobotnej? No, ale mus to mus i „Starter Pack” musi być.

Tak, pierwsze wrażenie było nieciekawe. Wróciłam do domu poirytowana, z pustym portfelem i kartą bankową, a w lodówce ledwo zapełniłam jedną półkę. Resztę dnia spędziłam na przyglądaniu się „prawdziwemu” serowi powtarzając sobie, że warto, że to ma jakiś sens.

Najwyżej zbankrutuję. Albo nie będę jeść niczego poza  masłem orzechowym. Albo zjem kanapkę z samym masłem… A, nie. Masło nie jest wegańskie. (…)

– tu wstaw najbardziej soczyste przekleństwo, jakie znasz.

Myślę, że nie jestem jedyną osobą, której w pierwsze dni „diety” (nie znoszę tego określenia) roślinnej nie opuszczała myśl: weganizm nie jest dla wszystkich. To tylko dla bogatych. Albo tych, którzy mają za dużo wolnego czasu i nie robią w życiu nic innego, niż majstrowanie własnego masła czy bułki – o ironio, pomyślała tak osoba bezrobotna. A ja, co najgorsze, przecież nawet gotować nie umiem. Jak, do jasnej cholery, mam zrobić jakiś seithan, którego nazwy nie potrafię nawet przeczytać, skoro rozgotowuję kluski śląskie? Dziś mija drugi miesiąc od kiedy z wegetarianizmu przeszłam na „nieszczęsny” weganizm, który tak podłamał moją wiarę w tę pro-zwierzęcą ideę. Nie umarłam z głodu.

Moja kuchnia nie opiera się na maśle orzechowym. I wciąż nie zarabiam kokosów. Za to codziennie jem co innego i non stop zaskakuję mieszkających ze mną wszystkożerców daniami, które kosztują mniej od paczki mięsa mielonego z promocji w Lidu, a reakcja zawsze jest taka sama: „TU NIE MA JAJEK?!”.

Nie mam anemii, nie rośnie mi wąs, nie schudłam ani jednego kilograma, nie tęsknię za serem. Pokochałam gotowanie – ja, która w kuchni umiałam tylko sprzątać. I zrozumiałam fenomen fasoli.

O tym właśnie będę prowadzić monolog moich tekstów, o weganizmie: tanim, prostym i dostępnym dla każdego.

 

  • Grzegorz

    Heh, „tahini” nie „tahiti” 🙂

    • Marcin Grzęda

      Dzięki! już poprawione 🙂

      • Grzegorz

        BTW: polecam. Wyjątkowy smak 🙂

X

Zapisz się do newslettera !

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 
Chrup, chrup. Uwielbiamy ciasteczka <3 na naszej stronie są używane pliki cookies :)