Loading

Zła to matka, co nie daje dziecku mięsa! cz.1

 

Każdy z nas zmuszony jest w życiu podjąć wiele mniej lub bardziej znaczących decyzji. Niestety większość z nich niesie za sobą równie mniej lub bardziej poważne konsekwencje. Niezbyt to odkrywcze, ale jednak prawdziwe.

 

Ja osobiście nie jestem wyjątkiem i wiele z tych trudniejszych wyborów mam już za sobą. Trzy konkretne przykłady dotychczas najmocniej zapadły mi w pamięć. W skrócie stało się tak, że zrezygnowałam z jedzenia zwierząt, niewiele później zrozumieliśmy z mężem, że pragniemy zostać rodzicami, a kiedy już to pragnienie miało wybrane imię i było blisko pojawienia się na świecie, postanowiliśmy dołożyć wszelkich starań, aby nasze dziecię nie poznało smaku mięsa. Przynajmniej do momentu, aż samo nas o to poprosi (pełnym zdaniem, w miarę poprawną polszczyzną… i bez uprzedniej namowy dziadków – jeśli to czytacie, nie żartuję!).

 

Było miło i było fajnie, do momentu kiedy nadszedł moment pochwalenia się naszą decyzją szerszemu gronu zainteresowanych (czyt. rodzinie i przyjaciołom). I w tym momencie jej konsekwencje ostro skopały nam du… znaczy pewność siebie.

 

Kojarzysz ten moment kiedy z rozmowy wynika, że Twój tryb żywienia różni się nieco od tego, powszechnie uznawanego za „normalny’? W zależności od rozmówcy, możesz spotykać się z bardzo pozytywną odpowiedzią (rzadko, bo rzadko i głównie wśród roślinożerców, ale podobno i wśród osób wszystkożernych to się zdarza) albo wręcz przeciwnie. Znienacka zderzasz się z falą histerii, potocznego hejtu lub wykładem o konieczności spożywania mięsa i bolesnych efektach jego odstawienia oraz do jakiego specjalisty należy się udać, aby poradzić sobie z tym dziwnym zaburzeniem. Czy przesadzam? Może troszkę. Czy może Ci się przydarzyć coś gorszego? Jasne, że tak!

 

Wystarczy powiedzieć, że Twoje dziecko też nie będzie jadło mięsa.

Pozamiatane.

 

I teraz następuje kolejne poważne pytanie – jak sobie w tym konkretnym przypadku poradzić z mocno negatywną i niestety najczęściej spotykaną reakcją? Co gorsza, jak zareagować kiedy dramat rozgrywa się, podczas gdy w Twoim brzuchu radośnie rośnie mały ludzik, a Twoje hormony buzują w sposób zupełnie nie do opanowania, co z kolei powoduje że automatyczną formą obrony staje się najpewniej wybuch niekontrolowanego płaczu, względnie agresji, lub wręcz agresji skąpanej w potoku łez…

 

Odpowiedź na to skomplikowane i wielokrotnie podrzędnie złożone pytanie jest na szczęście niezwykle banalna i zawrzeć ją możemy w trzech podstawowych krokach (rozwiniętych w super długich opisach, oczywiście).

 

Lecz zanim przedstawię Ci moje magiczne sposoby na radzenie sobie w tak patowej sytuacji, muszę wspomnieć o czymś, co wydaje mi się oczywiste (i mam nadzieję, że Tobie również), jednak lepiej dmuchać na zimne i te na prawdę dobre rady powtarzać w nieskończoność.

 

Po podjęciu decyzji o wychowywaniu małego wegetarianina/weganina, o ile nie jesteś specjalistą w zakresie żywienia lub medycyny, koniecznie powinnaś skonsultować się z dietetykiem lub dobrym lekarzem pediatrą, upewniając się uprzednio, że ich wiedza na temat zdrowia i żywienia czerpana jest z jak najbardziej aktualnych źródeł. Bo po co niepotrzebnie tracić nerwy, słuchając rad w stylu: Pani na przeziębienie to musi być rosół z koguta, Pani! A bez jajek, to się nie schudnie w ogóle, a gdzie! Pani… Wiem, bo przeżyłam i nie specjalnie polecam… niby to zabawne, a jednak trochę smutne. I pomimo często powtarzanej sentencji, że dziecko nie tak łatwo jest uszkodzić – lepiej w ogóle nie próbować.

 

A żeby nie było za długo i zbyt monotonnie, zapraszam serdecznie do przeczytania dalszej części w następnym artykule.

 

Dziękuję za uwagę 🙂

 

Tutaj znajdziesz cz.2 [link]

 

 

 

 

X

Zapisz się do newslettera !

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 
Chrup, chrup. Uwielbiamy ciasteczka <3 na naszej stronie są używane pliki cookies :)