Loading

Zła to matka, co nie daje dziecku mięsa! cz.2

W pierwszej części artykułu (link) zdążyłyśmy ustalić, co daje szczególnie popalić zarówno przyszłym, jak i obecnym wegemamom wegedzieci (jakby macierzyństwo nie było wystarczająco trudne, nie?). Teraz możemy spokojnie przejść do sprawdzonych przeze mnie sposobów na radzenie sobie z tym  uciążliwym problemem.

 

Dla zachowania odpowiedniej powagi sytuacji i pozytywnego ducha walki, polecam do dalszej części tekstu puścić w tle „Eye of the tiger” Survivor, lub jeżeli jesteś znacznie młodsza ode mnie, wiedz że „Roar” Katy Perry też da radę.

 

1.Musisz wiedzieć, o czym mówisz.

 

Nie jesz zwierzaków i wiesz, że to jest dobre zarówno pod względem zdrowotnym, jak i etycznym. Ale czy potrafisz to na poczekaniu i w miarę elokwentnie potwierdzić? Oczywiście biorąc pod uwagę fakt, że mózg kobiety ciężarnej rządzi się własnymi prawami i wcale nie poprawia zdolności do stosowania ciętej riposty…

 

Żeby sobie ułatwić sprawę zapamiętaj chociaż dwa dobre argumenty, których będziesz mogła bez problemu użyć w dowolnym momencie. Pole do popisu jest ogromne, wiadomo że roślinożercy mają mnóstwo asów w rękawie, jednak najlepiej i najbezpieczniej poruszać kwestię zdrowotną. Tak po prostu. Nie dość, że fit tryb życia jest obecnie gorącym tematem w naszym pięknym kraju, to w dodatku efektywnie dociera do znacznie szerszego grona osób. Ba! Kwestia zdrowia to rzecz poruszająca nawet tradycjonalistów starszych datą (tak, niestety nasze babcie i dziadkowie przeważnie uważają, że to całe niejedzenie mięsa to tylko fanaberia i głupia moda, która szybko przeminie. Jeżeli w Twoim przypadku jest inaczej, gratuluję! Jesteś w mniejszości i większość z nas może Ci oficjalnie pozazdrościć :D).

 

Dla mnie osobiście bezbłędnie sprawdziło się poruszanie kwestii antybiotyków i „chemii” w mięsie, a kiedy to nie działało zaczynałam wymieniać pozytywne skutki roślinnego żywienia na własnym przykładzie. Zazwyczaj ten pierwszy argument w jakiś magiczny sposób przekierowywał całą rozmowę na bardziej kultowy temat pt: co z tą Polską? Jeżeli jednak musiałam podeprzeć się drugą opcją, starałam się pamiętać, aby wymieniać raczej zalety niejedzenia, niż wady spożywania mięsa. Taki sposób przekazywania informacji pozwalał mi uniknąć niepotrzebnego drażnienia rozmówcy. No chyba, że moje argumenty trafiały jak kulą w płot i to mnie doprowadzano do granic wytrzymałości… w takim przypadku najlepiej przejść do kolejnego punktu.

 

2.Znajdź sposób, żeby zachować spokój.

 

To jest niezwykle ważne i dotyczy każdej wymiany zdań. Jeżeli stracisz cierpliwość i zaczniesz się mocniej denerwować, rozmowa najprawdopodobniej zamieni się w kłótnię. W takim przypadku jedyne co można osiągnąć, to pogorszenie nastawienia rozmówcy i automatyczne odrzucenie przez niego nawet najbardziej rozsądnych argumentów (patrz pkt.1).

 

Ja miałam kilka sposobów na zachowanie spokoju. Na samym początku stosowałam podstawowe i wcześniej sprawdzone techniki. Starałam się głęboko oddychać, liczyć w myślach do momentu osiągnięcia zen, a przy tym uważnie słuchać i powoli, rozważnie dobierać słowa przy odpowiedzi. Jeżeli jednak czułam nieuchronnie napływające do oczu łzy (bo ja byłam tą płaczącą z nerwów ciężarówką), wtedy sięgałam po tajną broń… błagalnym wzrokiem zapraszałam mojego męża do jak najszybszego zabrania głosu w toczącej się dyskusji. Nie jestem z tego dumna, w końcu umiem mówić za siebie. Jednak sięgałam po takie rozwiązanie z tego prostego względu, że nie buzowały w nim ciążowe hormony i był zazwyczaj w stanie spokojnie przekazać to, czego ja już nie potrafiłam. Poza tym dziewczyny musimy się w końcu pogodzić z faktem, że ludzie czują się znacznie pewniej podczas słownej przepychanki z wrażliwą kobietą, niż z postawnym mężczyzną (duh!). Ale nawet jeżeli na „polu walki” będziesz musiała ostatecznie poprosić o pomoc, nigdy nie zapominaj o najważniejszym…

 

3.Pomimo przeciwności, bądź pewna siebie.

 

Kiedy podejmujesz decyzję w sprawie wychowywania swojego dziecka, kierujesz się troską o jego dobro, rozsądkiem i przede wszystkim miłością (a także informacjami z internetu, wiadomo). Dlatego niezależnie od tego, czego będzie dotyczyła, jest to Twoja przemyślana oraz poparta argumentami decyzja i nikomu nic do tego. To Ty i Twój partner będziecie/jesteście rodzicami i nikt nie wychowa Waszego malucha za Was – tego sformułowania również zdarza mi się używać, kiedy już żadne inne argumenty nie docierają do mojego rozmówcy, a on wciąż trwa w misji przekonywania mnie. Sama słucham tylko swojego sumienia, mojego kochanego męża i konkretnie w przypadku zdrowia dziecka – naszej cudownej pediatry. Szczerze polecam takie rozwiązanie, można wiele nerwów zaoszczędzić.

 

Co jednak zrobić, jeżeli to partner zamiast wsparcia jest osobą, którą chcesz przekonać do swoich racji? W takim razie oczywiście powinnaś na pierwszym miejscu zastosować wszystkie powyższe rady. A co, jeżeli to nie pomoże? No cóż… pozostaje jedynie wybuchnąć płaczem i tupać nogami, tak długo aż będzie po Twojemu.

 

Wróć, że co?

 

Jeżeli taki sposób radzenia sobie z problemem podpowiada Ci ciężarny mózg, lepiej daj mu chwilę odpocząć. Weź głęboki oddech i zapamiętaj – do inteligentnych ludzi docierają inteligentne argumenty. A resztę należy po prostu elegancko zignorować. Czego Tobie i sobie z głębi serca życzę!

 

Dziękuję za uwagę 🙂

X

Zapisz się do newslettera !

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl
 
Chrup, chrup. Uwielbiamy ciasteczka <3 na naszej stronie są używane pliki cookies :)